Blog
Strona wielojęzyczna to nie tylko przetłumaczony tekst. Co sprawdzić przed publikacją?
Otwierasz angielską wersję strony.
Nagłówek po angielsku. Oferta po angielsku. Produkty również.
Klikasz „Contact” i nagle masz podać „imię i nazwisko”, zaakceptować „politykę prywatności” oraz wykorzystać kupon na „wrzesień”.
Strona zna angielski. Tylko miejscami jakby zapomniała.
Przetłumaczona treść nie oznacza przetłumaczonej strony
Przy tworzeniu wersji językowej najwięcej uwagi poświęcamy tekstom.
Tłumaczymy stronę główną, ofertę, opisy produktów i zakładkę „O nas”. Sprawdzamy nagłówki. Poprawiamy zdania, które brzmią zbyt dosłownie. Wydaje się, że wszystko jest gotowe.
Tylko że użytkownik nie zatrzymuje się na czytaniu oferty.
Klika przyciski. Otwiera formularz. Dodaje produkt do koszyka. Wybiera dostawę. Czyta komunikat o błędzie. Dostaje e-mail z potwierdzeniem.
I właśnie tam druga wersja językowa często zaczyna się rozsypywać.

Najwięcej błędów ukrywa się poza główną treścią
Na pierwszy rzut oka strona wygląda dobrze. Problemy pojawiają się dopiero wtedy, gdy przestajemy ją oglądać, a zaczynamy z niej korzystać.
Po polsku mogą zostać:
- przyciski i komunikaty,
- pola formularza,
- zgody dotyczące danych osobowych,
- koszyk i zamówienie,
- popupy oraz kody rabatowe,
- filtry produktów,
- menu mobilne,
- komunikaty o błędach,
- e-maile wysyłane po zakupie,
- opisy zdjęć,
- informacje o dostawie i płatności.
Każdy z tych elementów osobno wygląda jak drobiazg.
Razem tworzą stronę, która mówi do klienta w dwóch językach jednocześnie i liczy, że jakoś się dogadają.
Formularz jest częścią strony, a nie dodatkiem
Można dopracować całą ofertę po angielsku, a następnie zostawić polski formularz kontaktowy.
To trochę jak zaprosić zagranicznego klienta na spotkanie, przywitać go po angielsku, a później wręczyć mu umowę wyłącznie po polsku.
Może domyśli się, co wpisać. Może skorzysta z translatora. A może po prostu zamknie stronę, bo nie chce zaznaczać zgody, której nie rozumie.
Nie wystarczy, że formularz działa technicznie. Użytkownik musi jeszcze wiedzieć, co wysyła i na co się zgadza.
Dlatego trzeba sprawdzić nie tylko nazwę formularza, ale również każde pole, opis, checkbox, komunikat błędu oraz wiadomość wyświetlaną po wysłaniu.
Sklep wymaga przejścia całej drogi zakupowej
W sklepie internetowym liczba miejsc, w których może zostać poprzedni język, rośnie bardzo szybko.
Sama karta produktu to dopiero początek. Klient przechodzi jeszcze przez warianty, koszyk, kod rabatowy, dostawę, płatność i potwierdzenie zamówienia.
Dlatego wersji językowej sklepu nie sprawdza się przez przeczytanie strony głównej.
Trzeba wykonać próbne zamówienie:
- Otworzyć produkt.
- Wybrać wariant.
- Dodać go do koszyka.
- Wpisać nieprawidłowy kod rabatowy i zobaczyć komunikat.
- Przejść do zamówienia.
- Sprawdzić pola, zgody i dostępne metody dostawy.
- Zobaczyć stronę z potwierdzeniem.
- Otworzyć otrzymany e-mail.
Dopiero wtedy wiadomo, czy klient rzeczywiście może kupić w wybranym języku.
Przełącznik języka nie załatwia całej sprawy
Widoczna flaga lub skrót „EN” potwierdzają jedynie, że użytkownik może przełączyć wersję strony.
Nie potwierdzają, że obie wersje zostały prawidłowo połączone.
Trzeba również sprawdzić, czy:
- polski produkt prowadzi do angielskiej wersji tego samego produktu,
- podstrony nie przenoszą użytkownika przypadkowo na stronę główną,
- adresy nie zawierają roboczych nazw,
- wyszukiwarka otrzymuje informację o odpowiednikach językowych,
- każda wersja ma właściwy adres kanoniczny,
- mapa strony zawiera odpowiednie podstrony.
W tym miejscu mogą pojawić się między innymi oznaczenia hreflang. To już element technicznego SEO, który warto zweryfikować z osobą zajmującą się tym obszarem.
Nie trzeba udawać, że każdy twórca stron jest jednocześnie programistą, tłumaczem, prawnikiem i technicznym specjalistą SEO.
Trzeba natomiast wiedzieć, które elementy wymagają dodatkowego sprawdzenia.
Jak sprawdzić stronę bez specjalistycznych narzędzi?
Najprościej przestać patrzeć na nią jak jej właściciel.
Otwórz stronę w trybie incognito i wybierz drugą wersję językową. Następnie zachowuj się jak osoba, która widzi markę pierwszy raz.
Przejdź kolejno przez:
- stronę główną,
- menu na komputerze i telefonie,
- najważniejszą stronę ofertową,
- kartę produktu lub usługi,
- formularz kontaktowy,
- koszyk i zamówienie,
- popupy,
- stopkę,
- politykę prywatności,
- wiadomości wysyłane przez stronę.
Nie sprawdzaj tylko, czy tekst został przetłumaczony. Zobacz, czy użytkownik potrafi wykonać wszystkie najważniejsze działania bez kontaktu z językiem, którego może nie znać.
Warto też poprosić kogoś, kto nie pracował przy stronie, żeby przeszedł tę samą drogę.
Osoba tworząca witrynę wie, gdzie kliknąć. Klient nie ma tej przewagi.
Wersję językową sprawdza się jak osobną stronę
Druga wersja językowa nie jest dodatkową warstwą tekstu nałożoną na polską witrynę.
Ma własne menu, adresy, formularze, komunikaty, wyniki wyszukiwania i drogę użytkownika. Może również wymagać innej waluty, dostawy, regulaminu albo sposobu kontaktu.
Dlatego powinna zostać przetestowana tak samo dokładnie jak pierwsza wersja strony.
Nie przez szybkie przeklikanie kilku zakładek.
Przez przejście całego procesu od wejścia na stronę do wysłania wiadomości albo złożenia zamówienia.
Strona wielojęzyczna nie jest gotowa wtedy, gdy przetłumaczono tekst. Jest gotowa wtedy, gdy zagraniczny klient może przejść całą drogę bez poczucia, że w połowie pomylił drzwi.